top of page
Szukaj

Zapiski z rozgrywki

  • elrojo
  • 18 sie 2022
  • 2 minut(y) czytania



Oryginalny tekst powstał na naszym forum w 2013 roku, na Forum znajdziecie link do oryginału i dalszych części.


Pierwsza przygoda.


Relacja wojownika:


Znaleźliśmy taki miły list gończy w którym poszukiwano gościa co się Vhiski zdaje nazywał. Coś tam było o rozbojach, gwałtach i morderstwach. Postanowiliśmy się tym zająć - tym bardziej że i nagroda była.

.

Piszę my więc może wyjaśnię: Ja czyli młody obiecujący wojownik, troszkę zwariowana zielono włosa druidka - gnom i nawiedzona czarodziejka z magicznymi tatuażami.


Popytaliśmy w kilku miejscach i dowiedzieliśmy się że w okolicach Sandpoint - małego nadmorskiego miasteczka, wzmogła się ilość napadów i grabieży. Dodaliśmy do siebie fakty i już było wiadomo gdzie szukać naszego delikwenta z listu.

Wprawdzie opowieści wspominały też coś o znikającym bydle i latających bestiach - ale jak to zwykle bywa strach ma wielkie oczy i zawsze coś do opowieści doda.


Ruszyliśmy żwawo i po krótkiej podróży byliśmy już pod Sandpoint. Rzuciliśmy się na poszukiwania. Magiczka zanurzyła się w lokalnej Akademii co by zasięgnąć języka i okupić się scrollami czarów od studentów. A ja z druidką zagłębiliśmy się w las - bo jak wiadomo (moje twierdzenie) "najczęściej zbóje w lasach się chowają".

Magiczka zdobywała kolejne czary, przy okazji zawaliła jakiś tunel i stłukła jednego ze zbirów naszego łotrzyka, my tymczasem penetrowaliśmy las.


Zbiliśmy także jednego z bandy i kilka potworów, druidka miała mi za złe że wywaliłem jakąś tam świece co niby magiczna była - ale ja się cieszyłem że znalazłem łom jakiś cudem w drzewo przez kogoś wbity.

Dobrze że druidkę ze sobą wziąłem bo błądziłbym po tym lesie aż do zimy. Na szczęście przekonała mnie że już nie warto się tu kręcić i naszego zbira musimy poszukać gdzie indziej.


Ja poszedłem popytać na wsi, druidka udała się do portu a magiczka gdy wycisnęła już wszystkie czary od studentów Akademii udała się w stronę wiszącego mostu zbadać czy tam gdzieś nasz łotrzyk się nie ukrywa.

Potem zrobiło się troszkę dramatycznie, mi wlała jakaż magiczka wędrowna i na nic się zdały pancerze. Magiczkę molestował jakiś satyr a druidka zmagała się ze zbirami w porcie. Na szczęście przekonała do współpracy i dowiedziała się od pani burmistrz Sandpoint że w porcie zbira nie znajdziemy.

Mimo to spotkaliśmy się tam wszyscy i druidka wykorzystując swoje modlitwy uleczyła rany moje i magiczki.

Tymczasem czas zaczął nas gonić, zorientowaliśmy się że narobiliśmy już takiego rabanu że jeśli się nie pospieszymy to łotrzyk nam ucieknie.


Trzeba było zaryzykować zostały tylko trzy miejsca gdzie mógł uciekać i dwa gdzie się mógł ukrywać.

Postawiliśmy na to że ukrywa się na wsi. Wysłaliśmy tam druidkę - już tłumaczę dlaczego do walki z największym łotrem miała stanąć druidka - mały zielonowłosy gnom. Otóż tylko ja byłem wstanie zapanować nad chołotą w porcie na tyle żeby nie dała schronienia uciekającemu łotrowi a magiczka mogła za pomocą niewidzialności przekraść się w pobliże mostu i przeciąć liny uszkadzając go i uniemożliwiając ucieczkę tamtędy.

I tak została nam jedna jedyna akcja, zaryzykowaliśmy i fartem okazało się że za pierwszym rogiem wsi druidka wpadła na zbira.

Ja w tym czasie już wklepałem komu trzeba i kontrolowałem port a magiczka się przekradła i uszkodziła most.

Druidka przy pomocy swojego kruka i zdolności transformacji ciała oraz dzięki błogosławieństwu bogów w dramatycznym starciu na resztach sił, pokonała i pojmała łotra.

Ruszyliśmy razem do miasta po nagrodę.


Powyższy zapis to skrótowy i ogólny opis tego co się działo podczas pierwszej rozgrywki w Pathfinder ACG

 
 
 

Komentarze


bottom of page